Wydarzenia

Termomodernizacja nie(d)oceniona. Jak możemy zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne?

Dodano: 05 grudnia 2014

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) do roku 2035 gospodarka światowa wykorzysta jedynie 1/3 możliwości, jakie daje efektywność energetyczna. Dlaczego tak mało, skoro jest to opłacalne i przynosi dodatkowe korzyści? Najnowszy raport "Capturing the Multiple Benefits of Energy Efficiency" jako najważniejsze bariery wskazuje niedostateczny stopień wiedzy, rozbieżne interesy użytkowników energii i sektora energetycznego, a także subwencjonowane ceny energii.

Termomodernizacja nie(d)oceniona. Jak możemy zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne?

Tymczasem niski stopień wykorzystywania potencjału efektywności energetycznej, prowadzi do marginalizacji zjawiska - zarówno przez inwestorów, jak i ustawodawców. Dobrym przykładem jest efektywność energetyczna budynków. W Polsce co roku oddaje się do użytku średnio 105 tys. nowych budynków, niemal ¾ tej sumy stanowią domy jednorodzinne. Ile energii będą zużywać? A ile mogą zaoszczędzić? Ile węgla zostałoby dla przyszłych pokoleń i ile gazu nie trzeba by importować, gdyby budować racjonalnie? Na te i inne pytania odpowiada Maria Dreger, Menadżer ds. Norm i Standardów w ROCKWOOL Polska.

Ile trzeba spalić, aby w naszych domach było ciepło?

Do ogrzewania domów jednorodzinnych Polacy najczęściej stosują wygodny w eksploatacji gaz lub tani, również dzięki preferencjom politycznym, węgiel. Wystarczy podać liczby: w ostatnich latach corocznie około 40 tys. nowych budynków jednorodzinnych wyposażanych jest w ogrzewanie gazowe, a kolejne 35 tys. - w kotły węglowe. Każdy z tych nowych domów zużywa rocznie średnio 2,5 tys. m³ gazu lub prawie 5 ton węgla. To relatywnie niewiele, bo domy są nowe i mają niezły standard energetyczny. Tego samego nie da się powiedzieć o zdecydowanej większości spośród ponad 6 mln wszystkich polskich budynków, w tym ponad 5,5 mln domów jednorodzinnych. Na ich ogrzanie zużywa się znacznie więcej paliwa, a jest to skutkiem zarówno dawnych standardów budowlanych, jak i wieloletnich, bardziej współczesnych zaniechań. Tu warto przypomnieć, że to nie przemysł jest największym odbiorcą energii. Największą pozycją w bilansie energetycznym kraju jest zapewnienie komfortu w budynkach i na to idzie ponad 40% całej wytwarzanej w Polsce energii. A ogrzewanie ma w tych 40% największy udział.

Czy można zmniejszyć zapotrzebowanie na ciepło, nie obniżając komfortu?

W przypadku nowo wznoszonych domów wystarczyłoby, żeby każdy z nich został podczas budowy ocieplony optymalnie, czyli tak, by dodatkowe wydatki na etapie budowy zwróciły się w postaci tańszego ogrzewania w ciągu maksymalnie 10 lat. To pozwoliłoby zaoszczędzić rocznie w każdym budynku około 20% paliw, czyli każdego roku około 0,5 tys. m³ gazu lub prawie 1 tonę węgla, zachowując przy tym pełen komfort użytkowania oraz zmniejszając ilość zanieczyszczeń emitowanych do atmosfery przez domowe piece i kotły.

A co z domami zbudowanymi dawniej?

Tu niezbędna jest termomodernizacja. Warto ją łączyć z każdym okresowym remontem, mającym na celu odtworzenie zużytych elementów, unowocześnienie lub po prostu upiększenie domu. Odnawiając lub zastępując stare elementy wykończenia lub wyposażenia nowymi, warto zadbać o ich energooszczędność.

Zdecydowanie najlepszy efekt można jednak uzyskać podejmując kompleksową termomodernizację i realizując ją w sposób przemyślany, zgodnie z zasadą, która nakazuje najpierw zmniejszyć straty ciepła dzięki wymianie okien, dociepleniu ścian i dachu, a dopiero później zmieniać system grzewczy na wydajny i dostosowany do zmniejszonego zapotrzebowania a ciepło. Takie podejście pozwala na zmniejszenie zużycia ciepła nawet o 50-80%.

Ale to przecież bardzo dużo kosztuje?

Rzeczywiście, takie kompleksowe podejście oznacza duże wydatki, ale tylko niewielka ich część jest związana stricte z termomodernizacją, czyli poprawą stanu energetycznego budynku. Większość to normalne koszty odtworzenia obiektu, dzięki którym na bazie starego budynku, najczęściej w dobrej lokalizacji, można uzyskać nowoczesne i komfortowe mieszkania, poprawić jakość życia mieszkańców wielokrotnie taniej, niż budując nowy dom. W tym kontekście wydatki poniesione na poprawę standardu energetycznego pozwalają łatwiej udźwignąć koszty remontu, bo minimalizują przyszłe koszty użytkowania odnowionego domu.

Posłużę się konkretnym przykładem domu jednorodzinnego na jednym z zielonogórskich osiedli, typowej "kostki" z lat 70-tych, którą kilka lat temu poddano gruntownej termomodernizacji. Jej zakres obejmował docieplenie wszystkich przegród: dachu, ścian zewnętrznych i nadziemnych ścian piwnic - płytami ze skalnej wełny mineralnej o grubości 15 cm, podziemnych ścian piwnic (12 cm) oraz stropu nad garażem (5 cm). Zadbano o eliminację mostków cieplnych, a następnie dostosowano wydajność systemu grzewczego do nowych warunków. Efekt? Sezonowe zapotrzebowanie na ciepło zmniejszyło się prawie dwukrotnie, podobnie jak zużycie gazu i koszt ogrzewania. O sukcesie zadecydowało fachowe wykonawstwo, materiały o deklarowanej jakości, przestrzeganie reżimów technologicznych oraz staranność wykonania detali.

A ile to kosztowało?

Koszt wszystkich prac wyniósł wówczas nieco ponad 80 tys. zł, ale tylko część tej kwoty stanowiły wydatki termomodernizacyjne. Istotną pulę nakładów pochłonęły niezbędne po tylu latach koszty remontowo-odtworzeniowe: m.in. nowe pokrycie dachu, odnowienie elewacji. Dodatkowo właściciele postanowili wprowadzić nowe elementy wykończeniowe, poprawiające estetykę domu.

Dom jest piękny, tani w eksploatacji, a poniesione wydatki nie wystarczyłyby na zbudowanie nawet 20% nowego obiektu, nie wspominając o kosztach infrastruktury w nowym miejscu.

Patrząc na polskie miasta, osiedla i wsie widać, że wciąż jeszcze większość domów jednorodzinnych czeka na swoją kolej i lepsze czasy dla termomodernizacji. Czy taka powszechna termomodernizacja budynków miałaby jakieś znaczenie dla całej gospodarki? Bo że zmieniłaby na lepsze życie tysiącom Polaków, to widać na zielonogórskim przykładzie.

Wracamy do początku rozmowy i statystyk GUS. Największy potencjał, oczywiście ze względu na liczebność, stanowią domki jednorodzinne. Nawet najbardziej spektakularne projekty termomodernizacyjne dużych obiektów budowlanych nie dadzą takiego efektu ekonomicznego, jak bardzo duża liczba niewielkich realizacji. Taka inicjatywa z pewnością pobudziłaby rozwój sektora usług i materiałów budowlanych. Już w Zielonej Księdze Komisji Europejskiej z 2005 można było przeczytać, że inwestycje w energooszczędność tworzą 3-4 razy więcej miejsc pracy, niż inwestowanie w zwiększenie mocy. Później potwierdziły to programy realizowane z rozmachem w innych krajach, np. w Niemczech, gdzie udowodniono, ze każde euro wydane z państwowych, publicznych środków na wsparcie termomodernizacji, przynosi około 5 EUR dochodu do budżetu, a realizacja programu stworzyła, przy okazji (!) dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Energooszczędne domy sprzyjają także rozwojowi odnawialnych źródeł energii. Dzieje się tak dlatego, że zmniejszenie zapotrzebowanie na ciepło oznacza, że łatwiej zaakceptować jego nieco wyższą cenę, bo ostatecznie koszt energii (iloczyn ceny i ilości) nie wzrasta. Tym samym OZE, ze względu na stałość i wygodę, staje się konkurencyjne wobec tradycyjnych systemów bazujących na paliwach kopalnych.

Czy wiadomo, ile moglibyśmy zaoszczędzić w skali całego kraju, gdyby program termomodernizacji objął większość energochłonnych domów?

Gdyby wszystkie nowe domy były wznoszone w standardzie energooszczędnym, to przy obecnej skali budownictwa, pozwoliłoby to zaoszczędzić co roku dodatkowe 18 mln m³ gazu i 26 tysięcy ton węgla Tym samym proces zastępowania energochłonnych budynków lepszymi, o akceptowalnych parametrach, może potrwać w Polsce około 100 lat. Tymczasem jego przyspieszenie i tylko docieplenie 3,5 mln budynków jednorodzinnych, przyniosłoby roczne oszczędności surowców energetycznych w ilości prawie 1 mld m³ gazu oraz ponad 1,6 mln ton węgla. Wielkości te warto porównać z planowaną przez rząd wielką rozbudową magazynów gazu, jaka ma mieć miejsce w latach 2016-2020. Wpisany w Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko projekt budowy zbiornika właśnie o objętości około 1 mld m³ pochłonie ogromne środki, nie tylko z kieszeni unijnej. Teoretycznie zwiększymy swe bezpieczeństwo energetyczne, ale okupimy je wzrostem cen, które zapłacą odbiorcy gazu - koszty budowy i magazynowania muszą się w końcu jakoś zwrócić. Czy będzie ich stać, i czy nie poszukają wtedy innych źródeł ciepła?

Tymczasem przeznaczenie tych samych środków na dofinansowanie termomodernizacji, dałoby ten sam efekt dla bezpieczeństwa i jednocześnie zapewniło stałych klientów, a tym samym stabilny rozwój dostawcy gazu. Nie groziłoby popadnięciem w ubóstwo energetyczne jego odbiorcom. Ten przykład dobrze ilustruje fakt, że polityka energetyczna to coś więcej, niż tylko proste zwiększanie potencjału sektora energetycznego. Na równi z nim liczy się dostępność energii dla użytkowników (w tym akceptowalna cena, a ta mogłaby być wyższa). Zapewnimy stały rozwój sektorowi energetycznemu tylko wtedy, gdy ilość zużywanej energii będzie racjonalna. Jeśli zwiększymy efektywność energetyczną użytkowania budynków, będziemy mogli spokojnie zaakceptować nawet wyższe ceny energii.

źródło i zdjęcie: Rockwool